Trzy misie, czyli gdzie są moje bilety na mecz

Dziś będzie lżej niż wczoraj. Tak, wiem, że zrywane rymy, że liczba wersów za każdym razem inna (wierzcie lub nie, tak miało być)

Miało być coś innego,ale po raz kolejny zaprezentowałem to, że nie potrafię przewidywać wypadków losowych.

Trzy misie,czyli gdzie są moje bilety na mecz?

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

.

Czerwonym samochodem podjeżdżał niedźwiedź Sławek,

Pod równie swój czerwony z betonu apartament,

Czerwone miał buty, czerwone miał spodnie,

Sławek w peweksie ubierał się modnie.

I tak naprawdę, jeśli mnie spytacie:

Sławek czerwonym ogółem był faciem.

Myśli czerwone, poglądy na lewo

Angielski ‘perfect’- na ‘tree’ mówił drzewo,

na las mówił ‘tree’, na trzy mówił też,
wybili mu szyby i pogryzł go pies.

.

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

.

Niebieskim był Jasio, drugi nasz misio,

pracował wytrwale, jak drwale, jak szewc.

I tylko wokół nie wiedzieć czemu,

wszyscy wołali za nim że „Pies”.

Jechał raz Jasiu niebieskim swym zbutem,

Drałował, piłował i szarpał ad hoc,

wszedł do tramwaju, dostał cios łomem

wypadły mu zęby i stracił na tchu.

I tak naprawdę, jeśli mnie spytacie:

Co w tym tramwaju stało wtedy się,

Ja wam odpowiem zupełnie szczerze

Jasiu kiedyś pracował w ZOMO,

( a obecnie w PZPN).

.

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

.

Ostatni nasz misio był cały zielony,

z twarzy podobny zupełnie do nikogo,

Duży był nawet,na imię miał Wiesław,

Poranną pił kawę z nogami na krzesłach,

Lubił rozsiadać się wtedy jak Pan,

nie wiedzieć czemu mówili że „ham”.

Wiesio nasz misio najszybszy miał wóz,

codziennie z budowy przywoził nim gruz,

Żmudna to była praca i trudna,

w końcu gruz grozi ‘gruzem’ (u nas to ‘burda’)

Bo to chyba wszyscy musicie wiedzieć,

Wiesław cichaczem wywoził gruz nasz do Niemiec!

I tak naprawdę, jeśli mnie się spytacie:

Co z tym Wiesławem stało w Niemczech się,

ukradli samochód, gruz zresztą też,

obecnie dorabia w PZPN.

.

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

MIchał Wnuk

Published in: on Czerwiec 2, 2010 at 11:31 pm  Komentarze (1)  

Posłuszny/Nieposłuszny

Tym krótkim dwuczęściowym opowiadaniem rozpoczynamy tydzień odmienności. Umieszczam to dopiero teraz nie przewidując wcześniej pewnych problemów, można by powiedzieć logistycznych. :) Dodam jeszcze może, że forma będzie różna. Zaczynam od tego, bo to mam tutaj dostępne. Jutro dotrę do reszty materiałów, które nieopatrznie zostawiłem w domu. A teraz do dzieła:

Nieposłuszny.

Widział ją w kinie dwa dni temu. Przechodziła obok niego w sklepie wczoraj. Dzisiaj przeglądając internet trafił na jej zdjęcia na profilu społecznościowym. Trzykrotnie.

Znajomi śmieli się z niego, żeby nie otwierał lodówki, bo i tam ją może znaleźć.

Nie posłuchał.

Otworzył wieczorem lodówkę, chcąc przygotować sobie kolację. Popatrzył po półkach w celu znalezienia czegoś do jedzenia i zemdlał.

W lodówce, równo poukładane na półkach leżało jej rozczłonkowane ciało.

Palce na górze, obok masła i jogurtów.

Dłonie i stopy półkę niżej, z serami i szynką.

Łydki na półce na wino (tak na marginesie, co to za szczyt ignorancji, czerwone wino tak pasuje do ludzkiego mięsa jak nie przymierzając białe skarpetki do sandałów).

Wszystko inne leżało w zamrażarce, o czym jeszcze nie wiedział.

Posłuszny.

Widział ją w kinie dwa dni temu. Przechodziła obok niego w sklepie wczoraj. Dzisiaj przeglądając internet trafił na jej zdjęcia na profilu społecznościowym. Trzykrotnie.

Znajomi śmieli się z niego, żeby nie otwierał lodówki, bo i tam ją może znaleźć.

Posłuchał.

Nie jadł kolacji, bo bał się ją ujrzeć w lodówce. Następnego dnia nie jadł śniadania, oczywiście z tego samego powodu.

Trzy dni później umarł z głodu.

Michał Wnuk

Published in: on Czerwiec 1, 2010 at 9:41 pm  Dodaj komentarz  
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.