Tekst napisany został już jakiś czas temu jednak umieszczony jest na życzenie pewnej osoby. Na końcu znajdzie się więc krótka refleksja wywołana czasem.Zaczynajmy:
19.11.2008r. Franz Ferdinand gra koncert w Warszawskim klubie Stodoła.
04.12.2009r. Trio Czesław Śpiewa gra koncert w Warszawskim klubie Mechanik.
Co różni te dwa zdania? Na pierwszy rzut oka widocznymi różnicami które znajdzie każde dziecko umiejące czytać (z pisaniem poprawną polszczyzną, dzięki komputeryzacji nawet u tych starszych jest coraz gorzej) są: data, wykonawca i miejsce koncertu. Ale czy są to jedyne różnice?
Porównywać obu tych zespołów razem nie można. Jest to zupełnie inny rodzaj muzyki, inni odbiorcy i przede wszystkim inny przekaz i odbiór koncertu. Oba zespoły są na fali po wydanych płytach (w obu przypadkach udanych, lecz moim zdaniem wykonawcy ci koncertowo wypadają lepiej niż na płytach) i ich popularność jeśli nie osiągnęła szczytu to zrobi to niedługo. Ale zacznijmy od początku:
Wybierając się na listopadowy koncert byłem lekko sceptycznie nastawiony co do ludzi, z którymi przyjdzie mi się wspólnie bawić. Wydawało mi się, że odbiorcami muzyki Franz Ferdinanda- bowiem jeśli trzebaby zaszufladkować ten zespół to trafiłby to tego pudełka- będą w większości rozpiszczane, rozdygotane (i to nie z powodu brzydkiej pogody,jaką ugościliśmy panów z Glasgow) gimnazjalistki. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się że lwią część publiczności stanowią… studenci i osoby w wieku który pozwalał im zaprzyjaźnić się w młodości ze szczepionkami zafundowanymi przez Czarnobyl.
Jako support przed głównym wykonawcą zagrał zespół Kissogram, przyjęty został całkiem dobrze, jednak widać było, że to nie oni byli gwiazdami wieczoru. Nie będę rozpisywał się o samym koncercie, gdyż nie jest to głównym celem tego tekstu. Niech jedyną oceną wydaną przezemnie będzie zdarte gardło (od „darcia się” jak to określiła jedna z osób), zakwasy na nogach (od skakania) i ciuchy nienadające się do ponownego założenia bez uprzedniego uprania ich (to akurat zawdzięczam dzikiemu tłumowi jak i samemu sobie). In minus można zaliczyć jedynie to, że koncert był trochę krótki oraz to, że panowie na scenie powiesili Polską flagę…do góry nogami. Tłum żądny widowiska nie zwrócił zbytniej uwagi na ten fakt, obeszło się od większego oburzenia, płonących pochodni i stosów. I pisząc tłum mam na myśli naprawdę wielki tłum. Nie potrafię określić ile osób zgromadził ten koncert, lecz liczba widzów w stosunku do wieklości pomieszczenia była nawet imponująca.
Zupełnie inne nastawienie miałem jadąc na koncert Trio Czesław Śpiewa. Oprócz znanego wszem i wobec Czesława Mozila (znanego też jako Czesłąw Śpiewa) na scenie wystąpili z nim Karen i Martin, muzycy z Danii towarzyszący Czesławowi w jego muzycznej podróży. W przeciwieństwie do koncertu w Stodole klub Mechanik oferował nam czterodniową sesję koncertów Trio. Warto wspomnieć że Mechanik jest klubem kameralnym, więc na koncert każdego dnia planowo miało wejść tylko koło 100 osób dziennie (myślę,że tego dnia którego zjawiłem się na koncercie weszło jeszcze ponad 50 osób ekstra).
Po zajęciu siedzącego miejsca rozejrzałem się wokół i znowu nastapiła konsternacja na temat wieku widowni. Otóż w niedalekim sąsiedztwie siedziała para… około sześćdziesięcio-siedemdziesięciolatków którzy, jak się w trakcie okazało byli zachwyceni niemniej niż reszta publiczności. Również ten koncert wypadł wybitnie. Czesław Mozil- główny aktor czwartkowego widowiska nie tylko grał i śpiewał ale również uprawiał swoistą konferansjerkę do której przyzwyczaił już publikę na poprzednich koncertach.
Nie data, nie czas i nie miejsce było we wstępie kluczowymi słowami. Były nimi słowa „gra koncert”. Szybki i energiczny Franz Ferdinand i spokojny, nawet wręcz lekko melancholijny Czesław. Taneczne, gitarowe brzmienia przeciwko akodreonowi, harmonijce ustnej, pianinie (fortepianowi?) i jeszcze kilku instrumentom „obsługiwanym” przez Karen.
Różnica polegała również na relacji grających z widownią. Podczas gdy cała widownia skakała i wyśpiewywała słowa piosenek zespołu z Glasgow na koncercie Trio ludzie siedzieli w milczeniu, niekiedy podśpiewując piosenki pod nosem. Energia kontra spokój. Jedno słowo – koncert, dwa znaczenia. Gdy muzykom zespołu Franz Ferdinand zależało na tym by ludzie pokazali swoje emocje bez względu na ich przekaz, Czesławowi przeszkadzało klaskanie widowni, podczas piosenek. Na obu koncertach bawiłem się świetnie i oba zapamiętam jako wspaniałe przeżycia.
Michał Wnuk.
“Refleksja wywołana czasem”: Nadal twierdzę, że oba te koncerty były czymś niesamowitym. O tym czy były to wyjątki, czy reguła danych wykonawców nie przyjdzie mi czekać długo: 14 Marca 2009 roku w Stodole zagra tym razem Trio Czesław Śpiewa, natomiast 5 czerwca w Krakowie pojawi się poraz trzeci w Polsce Franz Ferdinand. Nie pozostaje nic tylko kupić bilety i czekać na wspaniałe widowiska, które z pełną odpowiedzialnością polecam.
Gratuluję kolejnego bardzo udanego felietonu
świetny, bo daje do myślenia, oryginalny pomysł i oczywiście wykonanie
Miło się czytało
Mam nadzieję, że w Krakowie FFy dadzą jeszcze większego kopa, to będzie się działo ;d No i fajnie by było przeczytać relacje z koncertu The D ale to raczej będzie trudne
Jak mi kupisz bilet do Amsterdamu to lecimy i na The D. Ja jeszcze nie potwierdzam, ale raczej na ten Kraków to się z Tobą wybiorę, i muszą dać czadu. xd
Poza tym przesadzacie z ocenami.
Ja nie przesadzam
jak zawsze mi sie podoba
moze rozwijalbys swoj talent na lamach jakiejs prasy?