Róż- plaga wesołego autobusu.

Wyobraź sobie dwudziesto-ośmio godzinną podróż przez sześć krajów. Do zniesienia.

Wyobraź sobie niewygodne fotele do których, z racji długości moich kończyn nie umiałem się dopasować. Z bólem ale do zniesienia. Wyobraź sobie własną kość ogonową, a raczej jej przeciągły ból. Do jasnej cholery- do zniesienia. Wyobraź sobie nawet filmy w 100(słownie: STU) procentach nietrafione w grupę docelową. Ujdzie, biorąc pod uwagę fakt,że mogłoby ich po prostu nie być.

Wyżej wymienione problemy były jeszcze, z mniejszą,większą trudnością, ale do wyobrażenia sobie jak najbardziej, do przeżycia również. Lecz dopiero teraz zaczyna się prawdziwa jazda:

Wyobraź sobie pewną istotę. Płci żeńskiej, lat koło 17, za wysoka i za szeroka jak na swój wiek. Żeby nie było że mam coś do wysokich dziewczyn- znam chociażby dwie przewyższające mnie nie tylko wzrostem. Tak samo mądrością,inteligencją i urodą, sympatyczne miłe osoby, którym wysoki wzrost nie przeszkadza być naprawdę fajnymi personami. Ale wróćmy do naszej siedemnastoletniej osoby,osoby postrzeżonej przeze mnie jako mało atrakcyjną. Jednak, nauczony nie oceniać ludzi tylko po wyglądzie, postanowiłem przyjrzeć się na początku podróży osobie,która przez następne kilkanaście godzin siedzieć będzie niedaleko mojego miejsca.

Pierwsze co ujrzałem był to intensywny kolor. Złoty. Złota torebka od Christiana Armaniego i takież same buty od Georgio Diora. (1) A no tak, zapomniałbym od złotym pasku od Grady, tej spotykanej tylko w Chińskich fabrykach tajlandzkich ubrań u produkujących je koreańskich kobiet. Kolor złoty, który przy prawdziwym uporze dałoby się zdrapać zmywakiem do naczyń i odrobiną paznokci, kolor który tak zaprzątnął moją uwagę, że początkowo zasłonił najgorsze. Taki stan nie mógł jednak trwać wiecznie,więc po chwili moje oczy zobaczyły kolor różowy, a moje siatkówki odmówiły przekazywania dalej obrazu.

W takich momentach żałuję, że w 1928 roku J. Blaird przestawił większości ludzi wzrok z kolorów(dla potrzeb tekstu uznajmy że są to kolory) białego i czarnego na inne,dotąd społeczeństwu nieznane (2). Większość ludzi przystosowała się do tej sytuacji,jednak niektórzy nadal mylą początkowe „biały” i „czarny” (3). Jednak kolor różowy przerósł złoty pod wieloma względami takimi jak: ilość, zajmowana powierzchnia i tandetność. Różowe paznokcie wyjęły w pewnym momencie różowy futerał…

.. z którego wyłonił się różowy telefon. Na marginesie dodam,że w tym momencie mój mózg zamienił się w roślinę, bariera normalności upadła, stałem się niepoczytalny i bezbronny na wyżej wymienione kolory. A to jeszcze nie był koniec. Ów telefon, pożożony został na chwilę na różowej sukience mini o długości, na oko, gazety formatu berlińskiego. Tragedia? W powrotną drogę zabrała jeszcze różowe piórko,oraz różową walizkę i przeciwdeszczową pelerynę. Różową rzecz jasna.

Taak, to było naprawdę tragiczne,biorąc pod uwagę też jej sąsiadkę z siedzenia obok. Sąsiadkę?Nie,czekajcie. To był jej klon, tyle że w wersji light. O tym,że nie warto było się zadawać z oryginałem przekonał się pewien chłopak, który w powrotnej drodze położył się na podłodze autokaru,by być bliżej niej. Ponieważ w powrotnej drodze przesiadłem się do tyłu do Aleksandry,jej koca i poduszki, których, swoją drogą, nie uświadczyłbym na poprzednim miejscu twarz tego kolegi znajdowała się na wysokości mojego buta. Niestety, ku jego nieszczęściu o trzeciej nad ranem miał kontakt z czarnym Conversem rozmiar 46- zaspany położyłem stopę na jego twarzy.

Przeżyłem słysząc jej przygłupie teksty, śmiech jej koleżanki,przypominający mi śmiech jednej dziewczyny ze starej szkoły,lub jak to określiliśmy „odgłos zarzynania konia”. A była na tyle głupia,by śmiać się chociażby na filmie „Apocalypto” podczas scen publicznie uznawanych jako „tragiczne” lub „brutalne”. Przeżyłem dzięki najprostszemu czynnikowi losowemu na świecie. Dzięki człowiekowi, a ściślej dzięki fantastycznym ludziom, którzy wspierali mnie w załamaniu nad jej głupotą, powstrzymywali zalew różu i wybuchali ze mną szczerym śmiechem z powodu owej pink girl. Dzięki tym wspaniałym ludziom podróż stała się świetnym doświadczeniem, wcale nie tak strasznym biorąc pod uwagę jej długość. No i bawiliśmy się przednio.

(1)-delikatna aluzja dotycząca podejrzeń o prawdziwości tych wytworów,chodzi oczywiście o Louis Vuitton, Christiana Diora i Pradę

(2)- chodzi oczywiście o pierwsze zaprezentowanie kolorowego telewizora

(3)- aluzja do przemówienia J.Kaczyńskiego gdzie padły słowa „nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”

Michał Wnuk.

Ten felieton dedykuję (kolejność alfabetyczna):

Aleksandrze,

Annie.

Gabrysi

Jakubowi,

Marcinowi i

Sebastianowi.

Dzięki wam!

A,no i specjalne pozdrowienia należą się też dziewczynie spod znaku „pink not dead”, gdyby ona i podobne jej osoby nie istniały, nie byłoby tak zabawnie.

Opublikowane w: on sierpień 18, 2008 at 3:26 pm Komentarze (8)
Tags: , , , , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://felietonowo.wordpress.com/2008/08/18/roz-plaga-wesolego-autobusu/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

8 komentarzy Leave a comment.

  1. Ciekawie napisany, dowcipny, ironiczny felieton. Jak na mój gust (znam osobiście ową wymienioną wyżej pink girl) brakuje trochę ciągu dalszego, uwydatnienia pewnych cech charakteru. Najbardziej ubodło mnie, jako postronnego obserwatora, brak napomnienia o jednej sytuacji. Otóż pewnego pięknego dnia, na schodach jednego z cudownych londyńskich muzeów, kolega-autor i ja, znudzeni monotonnością dnia, podczas którego łaziliśmy po muzeach, dwie dziewczynki w wieku 17 i 18 lat, Czytelnikom bliżej znane jako pink girl, usiadły niedaleko nas, a ta starsza (mniejsza, trochę mniej pink) jakoś do nas zagaiła. Natomiast od big-pink-girl nie usłyszałem, przez całe dziewięć dni, nawet jednego słowa.
    Koniec końców – felieton bardzo dobry, Drogi Autorze, prosimy o rozwinięcie tematu wycieczki ;p

  2. Marcin.Marcin.Marcin. cały Ty.Spokojnie.Bez szaleństw xd
    Być może pojawi się coś jeszcze z Londynu, nie potwierdzam,ani nie zaprzeczam. Tymczasem zajmuję się innym projektem. Niebawem umieszczę.

  3. hmmm….Marcin ma racje:P powinienes więcej napisać o obozie:) szkoda że byliśmy w Londynie tylko 7 dni…;/ za rok mam nadzieje tez sie widzimy na obozie:) ale jak na razie zadawalam się jutrzejszym spotkaniem w Łodzi:):*

  4. To nie miało być o Obozie. Mógłbym napisać o Hughesie i Davidzie, o tym jak Zimbabweańczyk (?) chciał nam chyba sprzedać trawę. O tym jak małe Pakistańskie dzieci strzelały do mnie i chłopaków z pistoletu na kulki. O tym,że graliśmy codziennie w monopol i jedno rozdanie makao trwało 30 minut. Ale tak szczerze,kto by chciał o tym czytać?:P

  5. No całkiem niezły felieton :) A jeśli mieliście doczynienia z tworem tego typu
    –> http://pl.youtube.com/watch?v=pD2Qq-z7g04 to naprawdę współczuję…

    PS. Nie mam NIC do koloru różowego. To nie jego wina, że uwzięły się na niego tępe 15-latki. Ogólnie, to dziewczyny ubrane TROCHĘ na różowo, ładnie wyglądają i basta :P

  6. dobre, dodałabym trochę więce karykaturyzacji, poza tym dobre.

  7. felieton zbyt inteligentny na te wasze pink girls, takze nie masz się czego obawiac z ich strony:), ale tekscik ogolnie ok.
    szkoda tylko ze istnieją w ogole takie twory natury na swiecie, bo ja jestem w stanie zrozumiec czyjes uwielbienie dla koloru pod warunkiem ze nie utozsamia sie to z kiczem i glupota do szescianu. mimo wszystko ciesze sie ze ktos z talentem ugryzl wreszcie ten meczacy pol populacji swiata temat.
    gratuluje i prosze o wiecej felietonow :)

  8. Do mrfw: nie chciałam żeby Michal wspominał dzien po dniu naszego obozu…Myslałam o opisywyaniu innich patologii w naszym autokarze:)

    MRFW(autor): Czemu skoro piszesz do mnie to mówisz o mnie w trzeciej osobie?:P Póki co temat Londynu zostaje zamknięty, jak masz jakieś sugestie zapraszam na gadu. :)


Leave a Comment