Człowiek od zawsze cierpiał na nadmiar wolnego czasu. Od zarania dziejów ludzie szukali sobie jakichś ciekawych zajęć, zajęć które pozwoliłyby im w pewnym stopniu zapomnieć o nudzie. Człowiek prehistoryczny na pewno nie wynalazłby koła, gdyby musiał zajmować się zmywaniem naczyń czy praniem ubrań. Po prostu wtedy ich nie było,wiec mógł zająć się również ujarzmianiem ognia, polowaniem i bazgraniem ściennego graffiti w strachu przed prehistoryczną policją.
Dzięki temu mamy teraz samochody, domowe kominki i ściany bloków pokryte, w większości wytworami analfabetyzmu chłopców w dresach z bazaru. Żeby nie było- nie mam nic przeciwko dobremu graffiti,takiemu które ścianę ozdabia, przekazuje jakieś treści,bądź po prostu takiemu na którego widok przystaje się z podziwem nad pieczołowitością i staranną techniką wykonania. Za to za ścienny napis mówiący kto jest kim, co komu robi i za ile powinni dawać wysokie grzywny pieniężne, lub kary społeczne w kamieniołomach. Albo obcinać palce.
Można jednak powiedzieć, że nadmiar wolnego czasu miał też wpływ na losy naszego świata. Gdyby Mołotow miał na przykład do rozwieszenia pranie i musiał opiekować się dziećmi może nie zadzwoniłby do Ribbentropa, nie umówili by się na kawę i nie zagrali w grę planszową „podziel dowolny kraj Europy Wschodniej z sześcioliterową nazwą na literę P” niestety nie musieli też gotować obiadu więc rozegrali partię do końca i wybrali Polskę. (1) Możliwe też, że Osama zamiast celować na ślepo rzucając kostką do gry nad planszą do Amerykańskiej wersji Monopolu po prostu zająłby się ogródkiem pielęgnując swoje hortensje na coroczne konkurs kwiatów ogrodowych. Póki co nie planuje zajmować się ani kwiatami, ani dziećmi więc na marnotrawstwo wolnego czasu wybrałem najbardziej męskie zajęcie z możliwych- wędkarstwo.
Odkąd pamiętam wędkowanie sprawiało mi dużo różnych problemów, także właściwie nie wiem z jakiego powodu tak cholernie lubię moczyć kija w wodzie. Gdy byłem mały podczas wędkowania mój tata większość czasu poświęcał na:
a)zakładanie mi robaków na haczyk
b) wyszarpywanie tych ostatnich z trzcin..
c).. a następnie zakładanie ich (haczyków) oraz ciężarków i całej reszty potrzebnej do łowienia ryb.
Myślicie, że po wykonaniu tych wszystkich czynności mógł zająć się prawdziwym wędkowaniem? Nic mylniejszego. Wierzcie mi lub nie,ale miałem „szczęście” do plątania wszystkiego,czego na zdrowy rozsądek nie dało się poplątać oraz gubienia tych rzeczy,które były przywiązane bodajże na węzeł Gordyjski. Poza tym wszystkim byłem dzieckiem. Dzieckiem któremu niezmiernie nudziło się patrzenie przez X minut na nieruchomy spławik. Dlatego chciałbym podziękować mojemu tacie za niezmierzoną cierpliwość i opanowanie jakie towarzyszyły mu podczas wspólnego łowienia ryb.
Jednak, stosunkowo od niedawna moje podejście do wędkowania zmieniło się diametralnie. Nadal, jak mały chłopiec z ogromną chęcią idę na ryby. Co prawda nie plączę już żyłki i rzadko gubię spławik, a zakładanie robaka nie sprawia mi większego kłopotu niż pisanie na klawiaturze, jednak nie o to chodzi. Po prostu zrozumiałem istotę wędkowania i chyba,ale to tylko moje domysły, do niej dorosłem.
Na ryby nie idzie się po to żeby coś złowić i po prostu to zjeść. Na ryby idzie się po to, żeby odnaleźć wewnętrzny spokój, nauczyć się cierpliwości. Te dwie rzeczy możemy znaleźć przede wszystkim obcując z naturą, z dala od centr handlowych, przepełnionych ulic miast i ciasnych biurowców. Idąc na ryby nastawiam się, że każdy pojedynek z rybami sam w sobie będzie swoistym sukcesem. Przyspieszony puls w momencie gdy widzimy „branie” i ciche przekleństwa mówione pod nosem, gdy ryba odpływa od naszego haczyka. Radość po wyciągnięciu jej z wody i przekonanie, że następnym razem pójdzie lepiej, gdy wracamy do domu z pustymi rękoma. Tak naprawdę wędki i samo łowienie przechodzą na drugi plan, gdy wygodnie usiądziemy nad wodą na fotelu i będziemy obserwować wschód słońca, tylko ukradkiem spoglądając na spławik. Spokój pozwalający człowiekowi zatopić się w rozmyśleniach.
Dlatego dziś nie przeszkadzało mi to, że miałem kiepsko naszykowany sprzęt. Po prostu rzuciłem w jedno miejsce i usiadłem ze słuchawkami na uszach. Siedziałem tak dobrych dwadzieścia minut, po czym rzuciłem znów. W małym stopniu przeszkadzało mi to, że nie było żadnego poważnego brania. Może w moim przypadku chęć złowienia czegokolwiek jest mniejsza niż u reszty ludzi, ponieważ nie jem tego co złowie. Dziwne? Być może. Powód jest trywialnie prosty- nie jem ryb.
Uważam wędkowanie za super sprawę i jestem pełen szacunku zarówno dla ludzi, dla których jest to sposób spędzania wolnego czasu, jak i dla tych którzy łowienie ryb traktują jak ciągłą rywalizację,sport. Mimo to że może się zupełnie nie powodzić danego dnia, zawsze jest czas na ostatni rzut, a może tym razem się uda.
Dobrze wiem, że nie wszyscy zrozumieją fenomen wstawania skoro świt, by posiedzieć nad rzeką mocząc jakieś śmieszne błystki przywiązane dziwnym sznurkiem do długiego rozkładanego kija. Trzeba to zrozumieć i trzeba to pokochać. Ja już zrozumiałem.
(1) chodzi o pakt Ribbentrop-Mołotow który mówił o podziale terytorium Polski przez III Rzeszę i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.
Michał Wnuk
Fantastyczna ironia, doskonale dobrane środki stylistyczne, tekst płynny i lekki. Michale mam nadzieję na to iż Twoja twórczość nie zniknie tak po prostu. Masz talent i wierzę że dobrze go wykorzystasz. Wspieram Cię całym sercem i czekam na więcej.
Wierna fanka ^^
wchodząc na tę strone wiedziałam ze zastane cos interesujacego,jak zwykle z reszta. mimo iz mam wakacje i ponoc niezmiern ie duzo wolnego czasu widzac tak dlugi tekst sie zniechecilam.lenistwo wygrywa? ale skad,przeczytalam pierwsze zdaniedrugie i nie zorientowalam sie ze to juz koniec.
uwielbiam ironie,moze to dlatego od czasu do czasu tu wchodze?
lekko i przyjemnie
No proszę was! Jeszcze trochę takich komentarzy i popadnę w samouwielbienie.
Na szczęście tak się nie stanie.
P.S. (tylko do Łodzianek i Łodzianinów- jak Wy możecie jeździć tymi tramwajami? Dziś ponad trzy razy zaliczylibyśmy glebę.) xd
Szacun, że Ci się chcę. Ze wstawaniem nie byłoby problemu, jednak myślę, że chodzenie na ryby wywarłoby u mnie odwrotny skutek niż u Ciebie ;d
a ja jestem na nie. przegadałeś tekst. pierwsza część ironiczna i dobra, jednak coś mi nie pasuje. chyba zbytnia hiperbolizacja. w dalszej za dużo i za długo na dość zwięzłą myśl. może być, ale nie jest poprstu dobre. może dlatego, że nie mogę zachwycić się Twoja ironicznością, bo znam ją zbyt dobrze?