Sztuka manipulacji ludźmi.

Dziś w całej Polsce, przed salonami sprzedaży jednego z operatorów komórkowych zgromadziły się spore kolejki. Wszystko to już po godzinie zamknięcia salonów. Ludzie zabrali ze sobą krzesełka i siedziska, tylko po to żeby czekać przed zamkniętymi na cztery spusty drzwiami. Przechodnie przystawali w zdziwieniu, Ci starsi przypominając sobie jeszcze czasy PRL-u i wieczne kolejki. Ci młodsi zastanawiali się co też takiego ciekawego się dzieje i czemu ludzie stoją (często nawet siedzą) w kolejkach, po powrocie do domu większość z nich sprawdzi w internecie o co chodziło.

Udało się. Ludzie zostali zmanipulowani. Początkowo wziąłem całą tą akcję z kolejkami za Flash Mob. Ot kolejna akcja. Jednak nie, to specjalna kampania. Kampania, która przyniosła efekty. Ilość potencjalnych kupców wzrosła. Nie wiecie o co chodzi? To proste. Jeżeli ktokolwiek widział taką kolejkę i podzielił się tym spostrzeżeniem z innymi, niech wie że w tym momencie w siedzibie owej firmy PR-owcy otwierają z tego powodu butelkę szampana. Kolejną.

Mimo że do końca akcji jeszcze przeszło 4 godziny już stwierdzam, że powiodła się ona w stu procentach. Już wzbudziła ona ogromne dyskusje w internecie, domach oraz różnych mediach. Szef danej spółki był tak pewny swego, że ujawnił, iż jest to specjalna akcja. Ja nazwę ją manipulacją ludźmi i wcale nie będę w błędzie.

Specjalnie opłaceni ludzie stoją w kolejkach tylko po to,żeby wzbudzić uwagę przechodni i mediów. Na co? Jutro ( 22.08.2008 ) o północy wchodzi w Polsce do sprzedaży nowy produkt firmy Apple- nowy iPhone. W Polsce dostępny będzie u dwóch operatorów. Jeden sprytnie wprowadził przedsprzedaż, więc drugi, nie chcąc zostać w tyle musiał wprowadzić jakąś atrakcję.

Od dawna wiadomo, że człowiek jest „istotą stadną”, gromadzi się w grupy oraz tworzy subkultury. Można zaobserwować to praktycznie wszędzie – chociażby ludzie w internecie szukają znajomych wśród ludzi z tej samej subkultury, o podobnych zainteresowaniach. W szkole na przerwach w większości przypadków klasy siedzą razem, tak samo jak w większości przypadków starsze panie, o dość popularnym nakryciu głowy słuchają „jednej właściwej stacji radiowej”. Człowiek boi się odrzucenia przez daną subkulturę do której pragnie należeć. To stwierdzony fakt. Jednak mało osób wie że to co robi to konformizm normatywny. Próbujemy za wszelką cenę przypodobać się grupie często robiąc coś co jest wbrew naszym przekonaniom. Tylko po to, by przynależąc do jakiejś grupy w dużym przypadku zatracić zdolność samodzielnego myślenia i indywidualnego podejmowania decyzji.

Naprawdę trafnie ukazał to Solomon Asch w swoim eksperymencie. Zapraszał ochotników do specjalnie podstawionej grupy (uczestnik nie wiedział, że reszta grupy jest aktorami grającymi w eksperymencie) a następnie pokazywał im odcinek pewnej długości. Do niego mieli dopasować jeden z trzech odcinków, z których tylko pierwszy był tej samej długości (drugi był krótszy,a trzeci dłuższy). Gdy cała grupa zdecydowanie wskazywała, że odcinek drugi (krótszy) jest równy pierwszemu pokazanemu odcinkowi badany ochotnik(w większości przypadków) wbrew sobie, swoim oczom i swojemu mózgowi wybierał to samo co grupa. Lęk przed odrzuceniem przez grupę wziął górę nad logicznym i racjonalnym myśleniem.

To jest tylko jeden z przykładów na manipulację mózgu człowieka. Kolejnym sposobem, według opinii publicznej może być przekaz podprogowy. W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono eksperyment, który polegał na zamianie pojedynczych klatek w filmie na reklamy nakłaniające do kupna popcornu i coli. Po nadaniu filmu wzrosła ilość sprzedaży tych produktów. Jednak wyniki, jak i całe badanie okazały się być sfabrykowane przez twórcę. Mimo to wiele badań wskazuje, że może być to skuteczna metoda. Dzięki uprzejmości Marii, zobaczyłem pewien filmik w którym właśnie ukryte były pojedyncze klatki z wojny oraz zmasakrowani ludzie. Nie zmieniło to mojego poglądu na wojnę więc mogę uznać, że jest to w jakiś sposób nieskuteczne.

Niewątpliwie irytujące jest to, że obcy ludzie przekazują, lub starają się przekazać krótkotrwałe obrazy mojemu mózgowi bez mojej wiedzy. Póki co robią to nieudolnie. Tak naprawdę będziemy mogli się bać, gdy komuś taka próba się jednak powiedzie.

Michał Wnuk.

Opublikowane w:  on sierpień 21, 2008 at 8:27 pm Komentarze (5)
Tags: , , , , , ,

Odnalazłem wewnętrzny spokój.

Człowiek od zawsze cierpiał na nadmiar wolnego czasu. Od zarania dziejów ludzie szukali sobie jakichś ciekawych zajęć, zajęć które pozwoliłyby im w pewnym stopniu zapomnieć o nudzie. Człowiek prehistoryczny na pewno nie wynalazłby koła, gdyby musiał zajmować się zmywaniem naczyń czy praniem ubrań. Po prostu wtedy ich nie było,wiec mógł zająć się również ujarzmianiem ognia, polowaniem i bazgraniem ściennego graffiti w strachu przed prehistoryczną policją.

Dzięki temu mamy teraz samochody, domowe kominki i ściany bloków pokryte, w większości wytworami analfabetyzmu chłopców w dresach z bazaru. Żeby nie było- nie mam nic przeciwko dobremu graffiti,takiemu które ścianę ozdabia, przekazuje jakieś treści,bądź po prostu takiemu na którego widok przystaje się z podziwem nad pieczołowitością i staranną techniką wykonania. Za to za ścienny napis mówiący kto jest kim, co komu robi i za ile powinni dawać wysokie grzywny pieniężne, lub kary społeczne w kamieniołomach. Albo obcinać palce.

Można jednak powiedzieć, że nadmiar wolnego czasu miał też wpływ na losy naszego świata. Gdyby Mołotow miał na przykład do rozwieszenia pranie i musiał opiekować się dziećmi może nie zadzwoniłby do Ribbentropa, nie umówili by się na kawę i nie zagrali w grę planszową „podziel dowolny kraj Europy Wschodniej z sześcioliterową nazwą na literę P” niestety nie musieli też gotować obiadu więc rozegrali partię do końca i wybrali Polskę. (1) Możliwe też, że Osama zamiast celować na ślepo rzucając kostką do gry nad planszą do Amerykańskiej wersji Monopolu po prostu zająłby się ogródkiem pielęgnując swoje hortensje na coroczne konkurs kwiatów ogrodowych. Póki co nie planuje zajmować się ani kwiatami, ani dziećmi więc na marnotrawstwo wolnego czasu wybrałem najbardziej męskie zajęcie z możliwych- wędkarstwo.

Odkąd pamiętam wędkowanie sprawiało mi dużo różnych problemów, także właściwie nie wiem z jakiego powodu tak cholernie lubię moczyć kija w wodzie. Gdy byłem mały podczas wędkowania mój tata większość czasu poświęcał na:

a)zakładanie mi robaków na haczyk

b) wyszarpywanie tych ostatnich z trzcin..

c).. a następnie zakładanie ich (haczyków) oraz ciężarków i całej reszty potrzebnej do łowienia ryb.

Myślicie, że po wykonaniu tych wszystkich czynności mógł zająć się prawdziwym wędkowaniem? Nic mylniejszego. Wierzcie mi lub nie,ale miałem „szczęście” do plątania wszystkiego,czego na zdrowy rozsądek nie dało się poplątać oraz gubienia tych rzeczy,które były przywiązane bodajże na węzeł Gordyjski. Poza tym wszystkim byłem dzieckiem. Dzieckiem któremu niezmiernie nudziło się patrzenie przez X minut na nieruchomy spławik. Dlatego chciałbym podziękować mojemu tacie za niezmierzoną cierpliwość i opanowanie jakie towarzyszyły mu podczas wspólnego łowienia ryb.

Jednak, stosunkowo od niedawna moje podejście do wędkowania zmieniło się diametralnie. Nadal, jak mały chłopiec z ogromną chęcią idę na ryby. Co prawda nie plączę już żyłki i rzadko gubię spławik, a zakładanie robaka nie sprawia mi większego kłopotu niż pisanie na klawiaturze, jednak nie o to chodzi. Po prostu zrozumiałem istotę wędkowania i chyba,ale to tylko moje domysły, do niej dorosłem.

Na ryby nie idzie się po to żeby coś złowić i po prostu to zjeść. Na ryby idzie się po to, żeby odnaleźć wewnętrzny spokój, nauczyć się cierpliwości. Te dwie rzeczy możemy znaleźć przede wszystkim obcując z naturą, z dala od centr handlowych, przepełnionych ulic miast i ciasnych biurowców. Idąc na ryby nastawiam się, że każdy pojedynek z rybami sam w sobie będzie swoistym sukcesem. Przyspieszony puls w momencie gdy widzimy „branie” i ciche przekleństwa mówione pod nosem, gdy ryba odpływa od naszego haczyka. Radość po wyciągnięciu jej z wody i przekonanie, że następnym razem pójdzie lepiej, gdy wracamy do domu z pustymi rękoma. Tak naprawdę wędki i samo łowienie przechodzą na drugi plan, gdy wygodnie usiądziemy nad wodą na fotelu i będziemy obserwować wschód słońca, tylko ukradkiem spoglądając na spławik. Spokój pozwalający człowiekowi zatopić się w rozmyśleniach.

Dlatego dziś nie przeszkadzało mi to, że miałem kiepsko naszykowany sprzęt. Po prostu rzuciłem w jedno miejsce i usiadłem ze słuchawkami na uszach. Siedziałem tak dobrych dwadzieścia minut, po czym rzuciłem znów. W małym stopniu przeszkadzało mi to, że nie było żadnego poważnego brania. Może w moim przypadku chęć złowienia czegokolwiek jest mniejsza niż u reszty ludzi, ponieważ nie jem tego co złowie. Dziwne? Być może. Powód jest trywialnie prosty- nie jem ryb.

Uważam wędkowanie za super sprawę i jestem pełen szacunku zarówno dla ludzi, dla których jest to sposób spędzania wolnego czasu, jak i dla tych którzy łowienie ryb traktują jak ciągłą rywalizację,sport. Mimo to że może się zupełnie nie powodzić danego dnia, zawsze jest czas na ostatni rzut, a może tym razem się uda.

Dobrze wiem, że nie wszyscy zrozumieją fenomen wstawania skoro świt, by posiedzieć nad rzeką mocząc jakieś śmieszne błystki przywiązane dziwnym sznurkiem do długiego rozkładanego kija. Trzeba to zrozumieć i trzeba to pokochać. Ja już zrozumiałem.

(1) chodzi o pakt Ribbentrop-Mołotow który mówił o podziale terytorium Polski przez III Rzeszę i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Michał Wnuk

Opublikowane w:  on sierpień 18, 2008 at 8:37 pm Komentarze (5)
Tags: , , , , , , , ,

Róż- plaga wesołego autobusu.

Wyobraź sobie dwudziesto-ośmio godzinną podróż przez sześć krajów. Do zniesienia.

Wyobraź sobie niewygodne fotele do których, z racji długości moich kończyn nie umiałem się dopasować. Z bólem ale do zniesienia. Wyobraź sobie własną kość ogonową, a raczej jej przeciągły ból. Do jasnej cholery- do zniesienia. Wyobraź sobie nawet filmy w 100(słownie: STU) procentach nietrafione w grupę docelową. Ujdzie, biorąc pod uwagę fakt,że mogłoby ich po prostu nie być.

Wyżej wymienione problemy były jeszcze, z mniejszą,większą trudnością, ale do wyobrażenia sobie jak najbardziej, do przeżycia również. Lecz dopiero teraz zaczyna się prawdziwa jazda:

Wyobraź sobie pewną istotę. Płci żeńskiej, lat koło 17, za wysoka i za szeroka jak na swój wiek. Żeby nie było że mam coś do wysokich dziewczyn- znam chociażby dwie przewyższające mnie nie tylko wzrostem. Tak samo mądrością,inteligencją i urodą, sympatyczne miłe osoby, którym wysoki wzrost nie przeszkadza być naprawdę fajnymi personami. Ale wróćmy do naszej siedemnastoletniej osoby,osoby postrzeżonej przeze mnie jako mało atrakcyjną. Jednak, nauczony nie oceniać ludzi tylko po wyglądzie, postanowiłem przyjrzeć się na początku podróży osobie,która przez następne kilkanaście godzin siedzieć będzie niedaleko mojego miejsca.

Pierwsze co ujrzałem był to intensywny kolor. Złoty. Złota torebka od Christiana Armaniego i takież same buty od Georgio Diora. (1) A no tak, zapomniałbym od złotym pasku od Grady, tej spotykanej tylko w Chińskich fabrykach tajlandzkich ubrań u produkujących je koreańskich kobiet. Kolor złoty, który przy prawdziwym uporze dałoby się zdrapać zmywakiem do naczyń i odrobiną paznokci, kolor który tak zaprzątnął moją uwagę, że początkowo zasłonił najgorsze. Taki stan nie mógł jednak trwać wiecznie,więc po chwili moje oczy zobaczyły kolor różowy, a moje siatkówki odmówiły przekazywania dalej obrazu.

W takich momentach żałuję, że w 1928 roku J. Blaird przestawił większości ludzi wzrok z kolorów(dla potrzeb tekstu uznajmy że są to kolory) białego i czarnego na inne,dotąd społeczeństwu nieznane (2). Większość ludzi przystosowała się do tej sytuacji,jednak niektórzy nadal mylą początkowe „biały” i „czarny” (3). Jednak kolor różowy przerósł złoty pod wieloma względami takimi jak: ilość, zajmowana powierzchnia i tandetność. Różowe paznokcie wyjęły w pewnym momencie różowy futerał…

.. z którego wyłonił się różowy telefon. Na marginesie dodam,że w tym momencie mój mózg zamienił się w roślinę, bariera normalności upadła, stałem się niepoczytalny i bezbronny na wyżej wymienione kolory. A to jeszcze nie był koniec. Ów telefon, pożożony został na chwilę na różowej sukience mini o długości, na oko, gazety formatu berlińskiego. Tragedia? W powrotną drogę zabrała jeszcze różowe piórko,oraz różową walizkę i przeciwdeszczową pelerynę. Różową rzecz jasna.

Taak, to było naprawdę tragiczne,biorąc pod uwagę też jej sąsiadkę z siedzenia obok. Sąsiadkę?Nie,czekajcie. To był jej klon, tyle że w wersji light. O tym,że nie warto było się zadawać z oryginałem przekonał się pewien chłopak, który w powrotnej drodze położył się na podłodze autokaru,by być bliżej niej. Ponieważ w powrotnej drodze przesiadłem się do tyłu do Aleksandry,jej koca i poduszki, których, swoją drogą, nie uświadczyłbym na poprzednim miejscu twarz tego kolegi znajdowała się na wysokości mojego buta. Niestety, ku jego nieszczęściu o trzeciej nad ranem miał kontakt z czarnym Conversem rozmiar 46- zaspany położyłem stopę na jego twarzy.

Przeżyłem słysząc jej przygłupie teksty, śmiech jej koleżanki,przypominający mi śmiech jednej dziewczyny ze starej szkoły,lub jak to określiliśmy „odgłos zarzynania konia”. A była na tyle głupia,by śmiać się chociażby na filmie „Apocalypto” podczas scen publicznie uznawanych jako „tragiczne” lub „brutalne”. Przeżyłem dzięki najprostszemu czynnikowi losowemu na świecie. Dzięki człowiekowi, a ściślej dzięki fantastycznym ludziom, którzy wspierali mnie w załamaniu nad jej głupotą, powstrzymywali zalew różu i wybuchali ze mną szczerym śmiechem z powodu owej pink girl. Dzięki tym wspaniałym ludziom podróż stała się świetnym doświadczeniem, wcale nie tak strasznym biorąc pod uwagę jej długość. No i bawiliśmy się przednio.

(1)-delikatna aluzja dotycząca podejrzeń o prawdziwości tych wytworów,chodzi oczywiście o Louis Vuitton, Christiana Diora i Pradę

(2)- chodzi oczywiście o pierwsze zaprezentowanie kolorowego telewizora

(3)- aluzja do przemówienia J.Kaczyńskiego gdzie padły słowa „nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”

Michał Wnuk.

Ten felieton dedykuję (kolejność alfabetyczna):

Aleksandrze,

Annie.

Gabrysi

Jakubowi,

Marcinowi i

Sebastianowi.

Dzięki wam!

A,no i specjalne pozdrowienia należą się też dziewczynie spod znaku „pink not dead”, gdyby ona i podobne jej osoby nie istniały, nie byłoby tak zabawnie.

Opublikowane w:  on at 3:26 pm Komentarze (8)
Tags: , , , , , ,