Felieton ten jest powiązany z poprzednim („Zgubny wpływ matematyki (liczb) na młodzież zdegenerowaną”). Początkowo były jednym, ale po pewnych sugestiach i wewnętrznym myślowym katharsis zmieniłem formę w myśl zasady „więcej ilości, lepszej jakości”. Czy wyszło? Oceńcie sami:
Przez kilka ostatnich miesięcy można zaobserwować dziwny ruch wśród osób pracujących. Statystycy biją na alarm, a pracodawcy drżą ze strachu. Wydajność pracowników umysłowych spada o kilkanaście procent, firmy notują coraz słabsze wyniki. Taka była reakcja rynku na popularyzację portalu społecznościowego www.nasza-klasa.pl . Twórcy tego portalu trafili świetnie. Zarówno w czas, jak i w grupę docelową.
Mianowicie czas od dawna już jest taki, że większość pracowników biurowych posiada komputer, a w nim Internet. Grupę docelową w tym wypadku stanowi chyba jedna z liczniejszych grup- Absolwenci szkół. Nieważne, czy kończyłeś szkołę 30 lat temu, czy jeszcze do niej chodzisz Możesz wejść i dodać się do forum swojej starej lub obecnej klasy, gdzie na 80% znajdziesz chociaż jednego kolegę „z ławki”. A gdy zbierze się już trochę więcej osób, na kolejne 80% dojdzie do spotkania po latach. Wiem co mówię- właśnie w tym momencie, moja mama jest na spotkaniu z klasą ze szkoły średniej, a tata na spotkaniu z klasą z podstawówki. Niedawno, wieczorem idąc mijałem Gimnazjum i widzę jak grupka kilkunastu osób w średnim wieku zaczyna się witać ze sobą, po czym słyszę jak zaczynają wspominać stare, szkolne czasy.
Nie wiem czym inspirowali się twórcy tego portalu, ale z pomysłem trafili w dziesiątkę. Mania, jaka została wywołana odnawianiem starych znajomości jest, jak dla mnie pozytywna, no może poza tym, że niektórym pracodawcom się to nie podoba (pomysły z blokowaniem strony, czy też zakaz jej używania w czasie pracy) . Na nieco innej zasadzie działają natomiast portale młodzieżowe. Można założyć sobie profil (tylko po zaproszeniu od znajomego), zapraszać znane przez siebie osoby, dyskutować na wiele różnych tematów. Jednak ja zajmę się tą tytułową „Internetową głupotą”
Za przykład podam tutaj znany wśród młodzieży portal www.grono.net. Wchodzę w wiadomości i patrzę: „ „Zagubiona w uczuciach i…” zaprasza Cię do grona swoich znajomych.”
Okej, klikam. Konsternacja. Po nazwie konta uznałem, że „do znajomości” zaprasza mnie osoba o bogatym wnętrzu (nie twierdze że tak nie jest, być może osoba ta nawet takowe posiada), ktoś kto podziela moje pasje, moje zainteresowania lub też jest mi osobą znajomą lub bliską. Profil załadowano. Konsternacja po raz drugi (w krótkich odstępach czasu to źle robi na kręgosłup). Pomijam fakt że jest to osoba z innego miasta, 3 lata młodsza (rocznik ’94). Pomijam fakt że nie napisała w jakim celu chce się ze mną „zaznajomić”. Może i przesadzam, ale trudno, przecież co ja mogę wiedzieć o życiu, to nie ja w wieku 14 lat należę do gron takich jak: (cytuję, pisownia bez zmian, oprócz cenzury niektórych wyrazów) „S*X w różnych dziwnych miejscach”, „S*x przed 18’nastką”, „Mam to w d*pie!”,czy mój faworyt:„KoChAm SzKoŁe, A cO kOcHaM tO PieR*OlE.!”(Na Boga! Własną matkę też ?!?)
Szukam jakichś wspólnych „znajomych”, tematów, czegokolwiek. Jest, znalazłem. Grono mojej dzielnicy i klubu któremu kibicuję. Segregując w taki sposób bardzo prosto jest osiągnąć liczbę „znajomych” powyżej liczby koleżanki/kolegi z ławki (wierzcie mi, słyszałem przypadkiem w autobusie kłótnię dwóch osób, dotyczącą większej liczby znajomych na gronie i której z nich do końca tygodnia uda się mieć ich więcej). Mimo takich osób, jest też bardzo duży odsetek ludzi, którzy mają dużą liczbę znajomych, bo po prostu tylu ludzi znają (czy posiadają wspomniane już wcześniej wspólne zainteresowania). Ja jakoś nie czuję się gorszy, że mam mniej „znajomych” niż inni. Nie mam potrzeby przyjmowania zaproszeń i zapraszania ludzi, z którymi mnie nic nie łączy, tylko po to, żeby mieć ich więcej. Czy ludzie się tak dowartościowują? Czy sprawia im to satysfakcję z samych siebie?
Podobna zasada działa np. na portalu www.last.fm , który skupia ludzi o wszelakich gustach muzycznych z całego świata. Wszystko fajnie, poza jednym szczegółem. Liczniku odsłuchanych piosenek. Czy naprawdę ludzie myślą, że ktoś polubi ich bardziej, gdy nie wyłączą na noc, czy dwie komputera z grającą muzyką (na wyłączonym dźwięku) i będą mieli o te 100,czy 200 utworów przesłuchane więcej (co zwiększy dniową średnią utworów)? A uwierzcie, znam takich ludzi. Kolejna głupota to „alfabety o sobie” tzn. na swoim profilu osoba pisze „a jak…(dajmy na to) Arcyinteligentna, b jak (kolejny przykład) Bardzo ładna, c jak…”itp.itd. z tym, że każda następna odpowiedź jest głupsza od poprzedniej. Pójdźmy dalej, jestem niezmiernie ciekaw co będzie następne, bo nie wiem czy jest coś w stanie pobić tzw. Pokemonizm (pisanie falą, „sh” zamiast „sz” itp.), gdzie tekst zamiast wyglądać tak: „Mam już 15 lat i chodzę do szkoły…”, wygląda tak: ”MaM jUsH 15 lAtKóFf I cH0CeM d0 sZk0łY…”. Paranoja.
Dziwnym trafem wszystko skupia się wokół Internetu. Fascynujące, nieprawdaż? Czy też ludzie odczuwają potrzebę takiego sztucznego dowartościowywania się, lub podnoszenia sobie własnej wartości? Czy naprawdę ludzie chcą pokazywać cząstkę siebie, czy jednak „sprzedawać” w Internecie pewien obraz swojej osoby, niekoniecznie zgodny z rzeczywistością?
Michał Wnuk
Miło się czyta to, co napisałeś.
Fakt, że 70 czy 80% ludzi na Gronie to osoby w stylu “Mam od Grona znajomych (Ale niekoniecznie wiem, kto kim jest)”.. Jednak ludzi sie nie zmieni, więc nie ma co się rozczulać, tylko najzwyczajniej w świecie olać zaproszenia do znajomych, osób nie do końca znajomych. Jak i również nie zwracać uwagi na ludzi dowartościowujących się przez większą statystykę przesłuchanych piosenek..
Tak czy inaczej Twoje hmm.. Spostrzeżenia są jak najbardziej trafne, więc pisz, pisz, ja chętnie poczytam ; x
Pzdr.
Hmmm… Całkowicie się zgadzam z tym, myślę że dobrze że ktoś o tym piszę bo przynajmniej może dzięki temu ktoś zrozumie co robi, jaki cel w tym jest, że zaprasza lub odbiera zaproszenia kogoś kto w ogóle jest obcą osobą.. A po zaproszeniu/odebraniu nawet nie utrzymuje z tą osobą kontaktu i zaśmieca sobie tym życie. Także całkowicie zgadzam się że powinno się ignorować zaproszenia jakichś osób, które marzą o tym by mieć ciebie w znajomych, bo dzięki temu pokażą to jak wielu znajomych mają.. echh.. i zrozumieć to.
Wiele osób robi coś nawet nie wiedząc po co… Cóż, chyba jest się na Gronie, Last.fm itp. by wiedzieć co się robi. No chyba taka prawda, nie ?
Uważam, że na niezły pomysł wpadłeś opisując to wszystko.. Życzę dobrego pisania ; ). Pozdrawiam !
Miśku.. pomysł niezły, w ogóle wszystko super:uwagi, spostrzeżenia, przykłady itd… tylko każde dzieło literackie powinno być czytelne.. a czytając te 2 “połączone ze sobą felietony” zauważyłam taką… nie obraź się… papke.. wszystko byłoby ok, gdyby nie moim zdaniem rozwiązłość, nieścisłość wątkowa i gdzie niegdzie powtórzenia tych samych myśli w obu felietonach.
ale reszta ogólnie ok. miło się czytało mimo wszystko… :*
pamiętaj, że Cię kocham miłością nieco platoniczną, ale jednak
Braciszku.
Kochanie, ludzie od pokoleń sprzedają lepszą wersję siebie. Kiedyś odmładzano ich na portretach, a dzisiaj mamy photoshopa. Każdy z nas świadomie lub nie ma potrzebę pokazania się z jak najlepszej i może ciut lepszej niż w rzeczywistości strony. To zdrowy odruch. Tylko trzeba robic to inteligentnie. I tu się zaczynają schody.
Tak naprawdę wszystko zawdzięczamy naszej ulubionej kulturze masowej i telewizjach typu MTV, które pokazują młodym dziewczynom ‘na czym polega świat’. I pogratulujmy tym ludziom bo dopięli swego. Ten świat juz jest różowy, pusty i głupi. Ludzie już tacy są. To my jesteśmy obiektami muzealnymi. Więc idę sie schować do kąta, żeby nie zgarnęła mnie prewencja, za życie wartościami wyższymi. Współczuję moim dzieciom, które będa musiały żyć centralnie w takim świecie, z takimi ludźmi, gdy moje pokolenie (wybiórczo) jest jeszcze w miarę zdatne do spożycia.
Zoabczycie, to ciekawe. Przez odpowiednia promocję kolor różowy jest najbardziej symbolicznym z istniejących kolorów. Zielony jako nadzieja, niebieski jako niebo czy czarny jak mrok- tylko temu ostatniemu udało się przetrwać jako pewien znak kulturowy. Ale jednak tylko różowemu stawia się ołtarze, czy wyklina utożsamiając z ogromną rzeszą ludzi. Z tego co zaobserwowałam powszechna miłość bądź nienawiść do różowego jest tak widoczna tylko w Polsce. Tylko dla nas utożsamia się ten kolor z konkretnym profilem człowieka i nienawidzi. Mylę się?
Ten felieton czytałam ostatnio chyba dwa miesiące temu i nie pamiętam dokładnie jego treści. Pamiętam, że był strasznie rozlazły. Robisz ten sam błąd, co ja- masz pomysł, siadasz i piszesz. Nie hermetyzujesz tekstu, nie planujesz go dokładniej. I się gubisz. Krócej, zwięźlej, bardziej jednowątkowo we fragmencie, bardziej wielowątkowo w całości.
Zawsze uweilbiałam Twój humor i inteligencję: „KoChAm SzKoŁe, A cO kOcHaM tO PieR*OlE.!”(Na Boga! Własną matkę też ?!?)
@Edit by autor: Ty weź nie rób tylu literówek ;p a potem jeszcze mam je poprawiać. btw. trochę już poniewczasie ten komentarz.