Trzy misie, czyli gdzie są moje bilety na mecz

Dziś będzie lżej niż wczoraj. Tak, wiem, że zrywane rymy, że liczba wersów za każdym razem inna (wierzcie lub nie, tak miało być)

Miało być coś innego,ale po raz kolejny zaprezentowałem to, że nie potrafię przewidywać wypadków losowych.

Trzy misie,czyli gdzie są moje bilety na mecz?

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

.

Czerwonym samochodem podjeżdżał niedźwiedź Sławek,

Pod równie swój czerwony z betonu apartament,

Czerwone miał buty, czerwone miał spodnie,

Sławek w peweksie ubierał się modnie.

I tak naprawdę, jeśli mnie spytacie:

Sławek czerwonym ogółem był faciem.

Myśli czerwone, poglądy na lewo

Angielski ‘perfect’- na ‘tree’ mówił drzewo,

na las mówił ‘tree’, na trzy mówił też,
wybili mu szyby i pogryzł go pies.

.

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

.

Niebieskim był Jasio, drugi nasz misio,

pracował wytrwale, jak drwale, jak szewc.

I tylko wokół nie wiedzieć czemu,

wszyscy wołali za nim że „Pies”.

Jechał raz Jasiu niebieskim swym zbutem,

Drałował, piłował i szarpał ad hoc,

wszedł do tramwaju, dostał cios łomem

wypadły mu zęby i stracił na tchu.

I tak naprawdę, jeśli mnie spytacie:

Co w tym tramwaju stało wtedy się,

Ja wam odpowiem zupełnie szczerze

Jasiu kiedyś pracował w ZOMO,

( a obecnie w PZPN).

.

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

.

Ostatni nasz misio był cały zielony,

z twarzy podobny zupełnie do nikogo,

Duży był nawet,na imię miał Wiesław,

Poranną pił kawę z nogami na krzesłach,

Lubił rozsiadać się wtedy jak Pan,

nie wiedzieć czemu mówili że „ham”.

Wiesio nasz misio najszybszy miał wóz,

codziennie z budowy przywoził nim gruz,

Żmudna to była praca i trudna,

w końcu gruz grozi ‘gruzem’ (u nas to ‘burda’)

Bo to chyba wszyscy musicie wiedzieć,

Wiesław cichaczem wywoził gruz nasz do Niemiec!

I tak naprawdę, jeśli mnie się spytacie:

Co z tym Wiesławem stało w Niemczech się,

ukradli samochód, gruz zresztą też,

obecnie dorabia w PZPN.

.

Gdzieś daleko, gdzieś tam gdzie wzrok nie niesie

Żyły sobie trzy niedźwiedzie: Sławek, Jasio i Wiesiek.

Każdy z nich oddzielny miał apartament,

A tak naprawdę chodziło o bezgotówkowy przepływ walut.

MIchał Wnuk

Kategorie: on Czerwiec 2, 2010 at 11:31 pm  Komentarze (1)  

Posłuszny/Nieposłuszny

Tym krótkim dwuczęściowym opowiadaniem rozpoczynamy tydzień odmienności. Umieszczam to dopiero teraz nie przewidując wcześniej pewnych problemów, można by powiedzieć logistycznych. :) Dodam jeszcze może, że forma będzie różna. Zaczynam od tego, bo to mam tutaj dostępne. Jutro dotrę do reszty materiałów, które nieopatrznie zostawiłem w domu. A teraz do dzieła:

Nieposłuszny.

Widział ją w kinie dwa dni temu. Przechodziła obok niego w sklepie wczoraj. Dzisiaj przeglądając internet trafił na jej zdjęcia na profilu społecznościowym. Trzykrotnie.

Znajomi śmieli się z niego, żeby nie otwierał lodówki, bo i tam ją może znaleźć.

Nie posłuchał.

Otworzył wieczorem lodówkę, chcąc przygotować sobie kolację. Popatrzył po półkach w celu znalezienia czegoś do jedzenia i zemdlał.

W lodówce, równo poukładane na półkach leżało jej rozczłonkowane ciało.

Palce na górze, obok masła i jogurtów.

Dłonie i stopy półkę niżej, z serami i szynką.

Łydki na półce na wino (tak na marginesie, co to za szczyt ignorancji, czerwone wino tak pasuje do ludzkiego mięsa jak nie przymierzając białe skarpetki do sandałów).

Wszystko inne leżało w zamrażarce, o czym jeszcze nie wiedział.

Posłuszny.

Widział ją w kinie dwa dni temu. Przechodziła obok niego w sklepie wczoraj. Dzisiaj przeglądając internet trafił na jej zdjęcia na profilu społecznościowym. Trzykrotnie.

Znajomi śmieli się z niego, żeby nie otwierał lodówki, bo i tam ją może znaleźć.

Posłuchał.

Nie jadł kolacji, bo bał się ją ujrzeć w lodówce. Następnego dnia nie jadł śniadania, oczywiście z tego samego powodu.

Trzy dni później umarł z głodu.

Michał Wnuk

Kategorie: on Czerwiec 1, 2010 at 9:41 pm  Dodaj komentarz  

Co dalej?

Okej, więc.. zasypaliście mnie prośbami o udostępnienie tych ‘innych rzeczy które pisujesz i ich nie pokazujesz Ty podły draniu’. Dwa tygodnie temu „użył bym słów zasypaliście jak deszcz w maju”, ale może nie jest to odpowiednie określenie.

Nie wiem jeszcze jak to zrobię, ale od 1 czerwca będę codziennie publikował coś z tego drugiego nie-felietonowego zbioru (a to jakieś tam opowiadanko, a to jakiś tam cośtam inny ten). Jak dobrze znajdę, to będzie tego sztuk 7, czyli czeka was cały tydzień nudy, ‘że o ja’.

W każdym razie patrzcie codziennie przez ten tydzień od 1 czerwca.

Niektórzy znają to co będzie opublikowane, mam tam chyba dwie nowości czytane tylko przeze mnie. Od razu mówię też, że nie zamierzam wyskakiwać z publikacją dzieł starszych.

Z tego co mogę zdradzić to:

hahah, jasne, już wam powiem.

Dowiecie się już 1 czerwca. :)

Kategorie: on Maj 28, 2010 at 1:01 am  Komentarze (3)  

Wyjaśnienie ostatniej nocy

Wiem że takich rzeczy nie powinno się wywlekać na ‘forum’ i że powinno zostać to tylko między nami ale.. wybacz. Nie mam w tym wypadku jakichkolwiek skrupułów. I wiem, że w sumie przeczyta to dużo ludzi, ludzi którzy ani nie są w temacie, ani nawet nie znają sytuacji. To będzie takie moje katharsis. Oczyszczę swą duszę z tego co się stało. Wielu z was będzie oburzonych, zniesmaczonych tym co poniżej przeczyta. Z ocenami proszę się jednak wstrzymać (myhym.. już to widzę jak się wstrzymacie). A przynajmniej zrobić to do momentu gdy przeczytacie całość. Potem możecie dać upust swojej nienawiści i obrzydzeniu w komentarzach. Bardzo proszę, droga wolna, nie będę przeszkadzał. Trzeba ponieść konsekwencje swoich czynów.

Słuchaj, to co się stało.. to był jednorazowy wyskok. Musisz mieć taką świadomość, zresztą nie było tak właściwie żadnych powodów które mogłyby sugerować coś innego. Owszem, spędziliśmy tą noc razem, było miło i sprawiłaś że poczułem się dużo lepiej. Ale sposób w jaki się poznaliśmy, ba..poznaliśmy,sposób w jaki się zobaczyliśmy pierwszy raz jest niepoważny. Może i wyróżniałaś się spośród innych, okej. Ale to był wyjątek.

Zabrzmi to brutalnie, ale wykorzystałem Cię tylko na jedną noc. Zresztą, Ty masz chyba podobne odczucia, nieprawdaż? Było miło, jak już wyżej pisałem, całkiem fajnie. W końcu, przez chwilę zapomniałem o problemach i oderwałem się od pewnych spraw, które ostatnio mnie frapują. Sprawiałaś zresztą takie wrażenie, że nie oczekujesz później czegoś więcej. A ja, jak się okazało doskonale to wykorzystałem. Więc zabrzmi to brutalnie, ale: Nie oczekuj nic więcej, dobrze?

(W ogóle samo to, że piszę to i że przeczyta to dużo ludzi jest takie abstrakcyjne, ale w sumie.. nie masz nic przeciwko, nie sprzeciwiasz się temu, więc problemu nie ma. Owszem, można by spierać się gdzie zaczyna się przesada, a kończy moralność i prywatność, ale.. znasz swoje stanowisko co do tej sprawy, więc nie mam żadnych skrupułów. Więc piszę dalej..)

To była chwila słabości, zarówno mojej, jak i twojej. Każde z nas miało pewną potrzebę i każde z nas wyszło z tej sytuacji z pewnymi korzyściami. Zresztą, bądźmy szczerzy, nie bardzo mi się podobasz (ale wiem że masz tego świadomość i że Ci to nie przeszkadza, to dobrze).

Poza tym, musisz to chyba wiedzieć, wspominałem Ci o tym tej nocy zresztą. Nie sądzisz chyba, że zostaniemy ze sobą na stałe. Jestem przywiązany do innej. Od pewnego czasu to ona właśnie mi towarzyszy i z nią jest mi dobrze. Tak, wtedy nie było jej przy mnie, nie mogło zresztą jej tam być. I myślę, że mi wybaczy.

Że co? Że jak tak mogę? Że wykorzystałem okazję? I że niby dlaczego jestem przekonany że ona mi tak łatwo wybaczy?

No cóż. Myślę, że moja koszulka w której ostatnio śpię nie będzie miała mi za złe, że jednej nocy spałem w innej koszulce. Musicie mnie zrozumieć. Było zimno, ta pierwsza była w praniu, była już trzecia w nocy a ja nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wszystko co przeczytaliście powyżej było prawdą. Bo hej.. chyba nie myśleliście, że mówię o czymś innym?

Dziękuję wszystkim, którzy w trakcie czytania kręcili głowami z niedowierzaniem, dziękuję także tym, którzy wieszali na mnie psy, w myślach wyzywali od najgorszych itp. Nie zasugerowałem w żaden sposób, że nie chodziło o koszulkę do spania. Punkt widzenia dostosowujemy do tego, co chcemy widzieć. Jakże prosto było sobie skojarzyć pewne fakty, prawda? Poza tym, czy myślicie, że gdyby naprawdę coś takiego się stało, to pisał bym o tym tutaj? Może i bywam chamski, arogancki i brutalny w tym co mówię. Ale są pewne granice.

A teraz patrzymy w lusterko i wstydzimy się swoich czynów. Trzy razy. W ramach pokuty. Amen.

Michał Wnuk.

Kategorie: on Maj 16, 2010 at 7:58 pm  Komentarze (5)  
Tags: , , , ,

Notka informacyjna

Śpieszę donieść z dobrymi wieściami:

Od dzisiaj moje wpisy możecie także znaleźć na: http://www.rpa2010.blox.pl/html

Jak sama nazwa wskazuje jest to blog traktujący o zbliżających się MŚ 2010 w piłce nożnej, które odbędą się w RPA.

Jestem jednym z wielu autorów tej fantastycznej inicjatywy. Piszę tam pod nazwiskiem, jednak żeby znaleźć wyłącznie moje wpisy albo wchodzicie w ten link: http://rpa2010.blox.pl/tagi_b/66629/Felietonowo.html

Albo klikacie w kolumnie po lewej stronie w Notki poszczególnych autorów „Felietonowo”.

Polecam klikać. Dodatkowo link umieszczę u siebie w kolumnie po prawej stronie. Ci, którzy interesują się Piłką Nożną myślę, że znajdą tam sporo ciekawych rzeczy (biorąc pod uwagę liczbę autorów spełni to wasze wszystkie zachcianki).  Tym, którym piłka nożna nie podchodzi, polecam klikać tym bardziej, a nuż odnajdziecie się w świecie futbolu.

Kategorie: on Maj 11, 2010 at 8:08 pm  Dodaj komentarz  
Tags: , , , , ,

Wszystkie drogi prowadzą do../ Dlaczego zawiodłem wszystkich początkujących wędkarzy.

Dzisiejszy wpis będzie odmienny od dotychczasowych. Tym razem zajmę się.. statystyką odsłon Felietonowa. Nie wniesie on w wasze życie nic ciekawego, jednak myślę że warto poświęcić kilka minut i zobaczyć jak kręte są ścieżki losu w jaki sposób inni ludzie trafiali na mojego bloga. Wyniki (dziękuję statystykom WordPressa po raz pierwszy) są przeważnie przewidywalne, chociaż niektóre przypadki wydały mi się na tyle interesujące, by poruszyć je w nowym poście.

Zanim zacznę, należałoby jeszcze powiedzieć, że internet to dziecko szatana ‘szybka i zmienna bestia’ więc to, czym kierowano się kiedyś może być już nieaktualne. Oznacza to również, że znajdując jakąś frazę w wyszukiwarce na pierwszej stronie po, dajmy na to, miesiącu można jej już nie odnaleźć na pierwszych kilku stronach (dotyczy to w szczególności wpisów na blogach). Tyle tytułem wprowadzenia, zaczynamy:

„Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”- któż z nas nie zna kwestii odnoszącej się do stolicy słonecznej Italii. Nie będę tłumaczył znaczenia tego zdania, a pozwolę ją sobie lekko sparafrazować. A więc, drodzy czytelnicy: Jakie drogi prowadzą was do Felietonowa?

Otóż okazuje się że różne. Zacznijmy od tych, których można domyślić się od razu: Może zapamiętaliście kiedyś adres strony i zapisaliście go sobie gdy o niej mówiłem. Może wpisaliście w google „Michał Wnuk felietony”. Może ustawiłem wam tą stronę jako stronę startową, gdy odeszliście na moment od swoich komputerów.

To wszystko może być prawdą. Liczby mówią, że całkiem sporo z was starało się znaleźć moją twórczość wpisując po prostu moje imię i nazwisko, od czasu do czasu dodając do tego zestawu słowa takie jak ‘felietony’, ‘blog’ oraz ‘to debil’. Jest to dosyć miłe dla autora, gdy google wie kim jest i czym się zajmuje. Dziś próżno szukać mnie w internecie pod samym imieniem i nazwiskiem, co z jednej strony jest dobre, a z drugiej nie bardzo (swoją drogą jeśli chodzi o jakiekolwiek działania marketingowe to są one.. żadne. Nazwiska zresztą w tagach także nie dodaje).

No właśnie.. dobrnęliśmy do takiego magicznego słowa jak „tagi”. W założeniu: kluczowe słowa, dzięki którym łatwiej można odnaleźć dany tekst. Jak widać i tutaj nie stosuję agresywnej kampanii reklamowej używając jako tagów głównie tytułowych słów. Jednak dobre otagowanie notki daje dużą szansę na to,że ktoś trafi nasz blog.

Jakie były najczęstsze słowa po których wyszukaniu ludzie trafiali na ten blog?

Oto pierwsza 10 (pisownia oryginalna):

1. fenomen portali społecznościowych

2. sztuka manipulacji ludzmi

3. manipulacja ludzmi

4. sztuka manipulacji

5. sztuka manipulowania ludźmi

6. wpływ portali społecznościowych

7. manipulacja ludźmi

8. konsumpcjonizm

9. sztuka manipulacji ludźmi

10. felieton o młodzieży

Jak widać lwią część ludzi trafiających na mój blog są ludzie, którzy pragną zawładnąć waszymi umysłami. Dosyć mocną pozycję patrząc na całe zestawienie, zajmują też ludzie, którzy chcą zgłębić „fenomen portali społecznościowych” oraz poznać ich wpływy. Co jeszcze mówią liczby? Oto kilka innych ciekawostek:

  • Według google mój blog jest świetnym miejscem na poznanie tajników lansu w internecie. Można powiedzieć że jest to moją wisienką na torcie. Nie wierzycie? Wpiszcie w googlach frazę „lans w internecie”. Ot taka nic nie znacząca (ale jakże sympatyczna) ciekawostka.
  • Większość z was wyszukując hasła (po Polsku) i oczekując wyników w naszym rodzimym języku (dla rozwiania wątpliwości: po Polsku) nie używa..polskich liter. Boże, ludzie. To takie trudne? Prawdopodobnie, gdy piszecie coś na klawiaturze to wasz prawy kciuk (tak, to ten który jest po lewej stronie reszty palców prawej ręki) przez większość czasu znajduje się w bliskim sąsiedztwie tego przycisku. Poza tym, jak chcecie zmanipulować ludzi (zakładam że wasz początkowy target to najbliższe otoczenie, a więc nasi rodacy) nie używając polskich liter? Przecież normalnie nie mówimy ‘ludzmi’ tylko ‘ludźmi’. Gorzej byłoby gdyby chodziło o słowo ‘łaska’. No ale wtedy nie trafialibyście raczej na tą stronę.
  • Niestety mój blog zawodzi początkujących wędkarzy szukających w internecie porad i wiadomości. Wielu z was trafiało tutaj wyszukując takie zwroty jak: „zakładanie robaka na haczyk” czy „zakładanie haczyka, jak to się robi?” powielane w różnych odmianach.
  • Bardzo duża ilość osób weszła na Felietonowo klikając link podany przeze mnie na moim profilu na jednym z portali społecznościowych. Albo kierowane było to lenistwem, albo ciekawością. Tego się raczej nie dowiemy.

Na koniec przejdźmy do „The best off”,czyli najlepszych fraz, po których wyszukiwaniu trafialiście na mój blog. Trafiło się bowiem kilka prawdziwych perełek:

Miejsce III : Nagroda za poznawanie własnego ciała i poszukiwanie sposobu w jaki sposób zmusić własny mózg do myślenia. Fraza: „Manipulacja mózgiem”

Miejsce II : Nagroda dla wyszukiwarki google za poprawne zdefiniowanie treści mojego bloga. Trafiono na niego bowiem kilkukrotnie po wpisaniu słów „głupota w internecie ”

Miejsce I oraz wyróżnienie od publiczności: Nagroda za wyszukiwanie tematów tabu, nie przejmowanie się żadnymi konwenansami oraz normami etycznymi. Fraza: „zmasakrowani ludzie”.

Serio. I to nie raz. Trzykrotnie po wpisaniu w googlach „zmasakrowani ludzie” trafiano na mojego bloga. Nie wiem jakim cudem, ani kto. Wiem za to, że na pewno zawiodłem tą trójkę ludzi. Niestety wiele z wyszukiwanych kwestii nie znalazło wytłumaczeń na moim blogu, jednak obiecuje się kiedyś to nadrobić (no może poza tymi zmasakrowanymi ludźmi). I wiecie co dzisiaj zrobię? Postaram się nadmiernie otagować dzisiejszy wpis, zobaczymy jakie przyniesie to efekty.

Jednak to całe pisanie nie miało by żadnego sensu, gdyby nie wy. To wasze wyszukiwania teraz analizuję. To wasza chęć poznawania wiedzy na tematy różne pozwala mi tworzyć takie statystyki. To w końcu wasze komentarze dają mi siłę, lub pokazują na co powinienem w przyszłości zwracać większą uwagę. I,choć tego nie wymagam, mam nadzieję że doceniacie to, że publikuję tu niektóre teksty, zamiast zostawiać je dla siebie (tak jak to wcześniej częściej bywało).

Michał (nie piszący o zwłokach) Wnuk.

Wróciłem.

Jak widać poniżej, wróciłem.

Po ponad rocznej przerwie od felietonowa (nie lubię tej nazwy, o rany). Pisywałem do szuflady, zmieniałem treść, poszukiwałem odpowiedniej formy (ale nie tej psychicznej,czy sportowej). Pisywałem opowiadania (do wglądu po prośbie), pisywałem piosenki (raczej mało prawdopodobne do upublicznienia), pisywałem w końcu wiersze: i długie i moskaliki. I z przesłaniem, i te bez jakiegokolwiek sensu.

Natrafiłem na mistrza na swojej drodze. Na dzieła, które pozwoliły mi odkryć całkowicie nowe rejony tworzenia. Pójść tam, gdzie sam mógłbym nie trafić.

Nie obiecuję, że będę pisał regularnie, ale pisał będę. Jeśli będę coś umieszczał, to raczej nie tutaj, sporadycznie. Chociaż „nie znacie dnia, ani godziny”.

Jeśli ktoś zainteresowany byłby przeczytaniem moich tworów o innej formie i treści (vide krótkie opowiadania), pisać. Albo prześlę na maila, albo umieszczę gdzieś indziej.

Kategorie: on Maj 8, 2010 at 10:14 pm  Dodaj komentarz  

Żegnajcie moi przyjaciele!

Niestety przychodzi mi dziś pożegnać, dwójkę moich najlepszych (no dobrze, jednych z najlepszych) przyjaciół. Słowa są w takim momencie niczym, powinienem wygłosić teraz pean nadużywając słów „niezastąpieni”, „wspaniali”, „jedyni w swoim rodzaju”. I to też zrobię:

Byli oni bowiem niezastąpieni. Nigdy chyba tak poważnie mnie nie zawiedli, czego nie mogę powiedzieć o innych, ba.. zawsze byli przy mnie. W najgorszych chwilach mogłem na nich polegać, w chwilach tryumfów cieszyli się razem ze mną. A dziś przychodzi mi pożegnać oboje, byli bowiem zawsze nierozłączni. Wszędzie razem, zawsze ze sobą, jedno obok drugiego. Najlepsze w nich było to, że nie wyróżniali się z tłumu. Ot kolejne ryby w tym dużym oceanie zwanym Światem. Ale jednak to co potrafili, czyniło ich dla mnie niezastąpionymi.

I co z tego że potrafiłem na nich narzekać? Że złorzeczyłem czasami o tak błahe rzeczy, skoro teraz widzę jakie to było bezpodstawne. Jednak nie będę się o to teraz obwiniał,o nie. Nic to przecież nie zmieni a samopoczucia też mi nie poprawi. Nie byli idealni, często mieliśmy odmienne plany, jednak byli oni jedyni w swoim rodzaju. Czasami wydawało się, że nasza znajomość już więcej się już nie sklei, jednak zawsze spajało nas to jeszcze bardziej.

Jak bardzo wpłynęli na moje życie? Bardzo. Przynajmniej podczas ostatnich lat. Towarzyszyli mi krótko, patrząc na okres całego mojego życia (dwa lub trzy lata, przykro mi,ale nie pamiętam dokładnie) ale za to byli zawsze tam i wtedy gdzie być powinni. Przypominam sobie teraz nasze najlepsze chwile, wspólnie przeżyte koncerty, wycieczki, spotkania. Wspólne radości i rozczarowania. Mimo że będę próbował, nic nie zostanie po staremu. Bo nie ma już takiej szansy.

Niezastąpieni, wspaniali, jedyni w swoim rodzaju. Pamiętam nasz pierwszy wspólny dzień, spotkaliśmy się o ironio w sklepie. Tam, gdzie dowiedziałem się dzisiaj o tym, co się stało. Co jeszcze mogę powiedzieć.. byli najlepsi spośród tych których spotkałem na swojej drodze. Na pewno o nich nie zapomnę, czeka na nich stałe miejsce zarówno w moim sercu..

..jak i w mojej szafie.

Że co? Ze jak w szafie? Że o czym ja mówię? Dobrze napisałem, nie pomyliłem się,bo..

Dziś, 8 mają 2010 roku na zasłużoną emeryturę odchodzą moje buty. Kilkukrotnie naprawiane (klejone) i to nie dlatego, że nie miałem jak kupić nowych. Szczerze? Nie chciałem. Wolałem chodzić w tych, zamiast kupić sobie nowe, nawet identyczne. Przeżyły ze mną wszystkie koncerty (i te statyczne – siedzące, i te gdzie liczba widowni przekraczała dopuszczalną o połowę, i ten, gdy przy -5 stopniach skakałem w nich po warstwie śniegu i lodu przykrywającej trawę). Podróżowały ze mną prawie zawsze i wszędzie. Od Ukrainy, po Wielką Brytanię. Dziś zastępują je nowe, (ale czy lepsze?) buty. Również Conversy, również z charakterystyczną gwiazdką na boku. Można powiedzieć, że dziedziczona ciągłość została zachowana.

Nie znaczy to jednak, że porzucam na zawsze swoje buty. O nie. Myślę że po najnowszej renowacji (klejenie, (pierwsza) wymiana sznurówek) nadal będą towarzyszyć mi w pewnych chwilach. Znacie ten motyw, gdy coś staje się dla was przestarzałe, zastępujecie to czymś nowszym, ale jednak w pewnych chwilach wracacie do tego starego, sprawdzonego.

Może dla was to dziwne, że piszę taki tekst i to na dodatek o butach. Sam jeszcze nie wiem, czy naprawdę odegrały w moim życiu tak ogromną rolę. Ale wiem jedno: należy im się.

Bardzo chciałbym by zostały godnie zastąpione, więc na koniec powtarzajmy wszyscy razem:

Umarł Król, niech żyje Król !

Umarł Król, niech żyje Król !

Umarł Król, niech żyje Król !

Michał Wnuk.

(Przepraszam wszystkich urażonych powyższym tekstem. Wiem,że może nie wypada, że nie powinno się czegoś takiego pisać, że przesadziłem i robię sobie żarty z poważnych tematów. Wybaczcie, taki już jestem.)

Kategorie: on Maj 8, 2010 at 10:04 pm  Komentarze (4)  
Tags: , , , , , ,

„Ukraina-trzydzieści kroków w tył.”

Zastrzeżenie odnoszące się do całego tekstu: Skupiam się wyłącznie na opisie Ukrainy zachodniej- czyli tylko tej części którą widziałem własnymi oczami i słyszałem własnymi uszami.

Etap I: Ogólne zapoznanie.

Ukraina. Co wiedziałem o tym państwie przed podróżą? Niewiele, ot państwo w Europie Wschodniej, mające niewiele więcej mieszkańców od Polski mimo prawie dwa razy większego terytorium. Państwo zarazem starsze (powstałe w IX w.n.e) i młodsze ode mnie o ponad dwa miesiące. W końcu państwo które (tak samo zresztą jak Polska) mogłoby obdzielić swoją historią i wojnami nie jedno, ale kilka innych państw.

Zero kroków w tył.

Etap II: Podróż.

Podróż na Ukrainę autokarem jest wyczerpująca i długa. Należy do tego dodać ok. dwie godziny stania na granicy, oraz różnych przygód z nią związanymi. Granicę należy przekraczać popołudniem, lub nocą, z zastrzeżeniem że w drogę powrotną kolejka będzie stała niezależnie od godziny.

Czego można się spodziewać jadąc w głąb Ukrainy? Na pewno koszmarnego stanu dróg. Ci którzy narzekają na nasze drogi powinni wybrać się do naszych sąsiadów. Pierwsza niespodzianka czeka nas tuż po przekroczeniu granicy (Hrebenne-Rawa Ruska). Otóż droga prowadząca z przejścia granicznego w głąb Ukrainy na pierwszy rzut oka wydaje się dobra. Ot dwupasmówka, dobra nawierzchnia i szerokie pobocze przez… całe kilka kilometrów. Potem droga zamieniła się w szosę typową dla relacji Radzymin- Borki (chociaż nie wiem czy teraz nie faworyzuje owej ukraińskiej „międzynarodówki”).

Sześć kroków w tył.

Etap III: Mieszkańcy zwani też „Skórzańcami”

Przed podróżą byłem świadomy tego,że nasi wschodni sąsiedzi zarabiają mniej niż mieszkańcy naszego państwa. Byłem świadomy kiepskich standardów życia i (nie bójmy się użyć tego słowa) ubóstwa panującego w tamtym regionie. Jednak to co zobaczyłem zaskoczyło nawet moje sceptyczne założenia.

Średnia pensja na Ukrainie wynosi około 600-700 złotych, a bezrobocie sięga około 9-10%. Ciekawostką jest to że w mediach bezrobocie podawane jest na poziomie 2%, jednak jest to bardzo złudna liczba. Określa ona tylko bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy. Widać że ludziom zamieszkującym zachodnią część Ukrainy powodzi się źle, jednak nie można powiedzieć że jest to wina samych mieszkańców. Jednym z powodów jest chociażby brak miejsc pracy wynikający z niskiego poziomu rozwoju technologicznego regionu.

Nieco lepiej sytuacja wyglądała w większym mieście. We Lwowie można było zobaczyć różnicę między mieszkańcami tego miasta, a ludźmi żyjącymi, dajmy na to 30 km. dalej. Różnica ta była jednak dużo mniejsza niż w Polsce patrząc na analogiczny przykład Warszawy i podwarszawskich wsi.

Podsumowując etap III podzielę się kilkoma wysnutymi przeze mnie wnioskami:

  • Podstawowym elementem ubioru jest skóra. Zawsze. Wszędzie. Nieważne czy patrzymy na młodzież, osoby w średnim wieku, czy osoby starsze- skóra musi być. Im bardziej błyszcząca, tym lepiej.

  • Ludzie dosyć często chodzą z reklamówkami Hugo Bossa. Zdziwieni? Wejdźcie do pobliskiego spożywczego i poproście o reklamówkę. W większości przypadków będzie to charakterystyczna czarna reklamówka z logo firmy jakiegoś Hugo który miał o sobie zbyt wysokie mniemanie.

  • Jeśli nie możemy dostać skóry, bo powiedzmy jesteśmy nietypowych rozmiarów- trzeba kupić skórzane spodnie. Tu też obowiązuje zasada pt.”Im bardziej się świeci,tym lepiej”.

Pięć kroków w tył*

*(chodzi mi oczywiście o poziom życia,a nie ocenę mieszkańców).

Etap IV: Walory turystyczne

Na Ukrainie drzemie ogromny, lecz niewykorzystany potencjał turystyczny. Miałem skupić się na Podolu i rejonach z nim związanych, ale nie można pominąć równie pięknych miejsc jak Odessa czy Krym. To tam m.in. „Nurzał się w zieloność i jak łódka brodził” nasz narodowy wieszcz niejaki Adomas Mickevičius, również tam przyszedł na świat drugi z naszych wybitnych poetów Juliusz Słowacki. Ale wróćmy do tematu Podola i turystyki tego regionu.

Jeżeli nie macie nic do roboty w długi weekend, albo nie wiecie gdzie spędzić kilka dni wolnego rozkoszując się czasem wolnym- wybierzcie Podole. Na prawdę gorąco zachęcam do obejrzenia twierdz w Kamieńcu Podolskim, w Chocimiu (jakże bliska jest każdemu kto czytał lub oglądał Trylogię Sienkiewicza) czy też wizyty na cmentarzu Orląt Lwowskich. Okopów Świętej Trójcy znanych z „Nie-boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego nie polecam gdyż nie pozostało po nich praktycznie nic.

Niestety na Podolu nie ma zaplecza turystycznego. O nocleg w jakimkolwiek hotelu nie jest tak łatwo- najpierw trzeba jakiś znaleźć. Dobrym wyjściem byłaby wyprawa z namiotami, chociaż, z drugiej strony jeśli komuś nie sprawiłyby problemu codzienne kilkugodzinne podróże do celów zwiedzania może za bazę noclegową wybrać Lwów bogaty (w liczbie kilku) jak na tamte tereny w hotele.

Walorów turystycznych Ukraina nie tyle nie potrafi, co jeszcze nie może wykorzystać- o głównym powodzie przeczytacie w etapie V.

Dziesięć kroków w tył.

(Tutaj następuje krótka przerwa-zdaje sobie sprawę z długości tego tekstu i zdaje sobie sprawę również z tego że wiele osób mogło nie dotrwać do końca tej papki słownej pisanej przeze mnie. Jednak w etapie piątym następuje punkt kulminacyjny i tak właściwie wystarczy przeczytać poniższą część. Jednak nie chciałem zepsuć wam tej (wątpliwej) zabawy).

Etap V: Etażowa, Etażowa – czyli spuścizna „Matki Rosiji”

Kim jest tytułowa Etażowa? Wiele osób o niej słyszało, wielu podobno ją widziało a niektórym wydaje się nawet że widzieli jak ona śpi. Jak sama nazwa wskazuje wyraz ten powinniśmy mówić ze szczególnym skupieniem i specjalnym akcentem (lekko „zaciągając” przedostatnią sylabę).

Jest to zawód- jedna z wielu pozostałości po Związku Radzieckim, niespotykana bodajże w żadnej innej części Europy. Żeby bardziej rozbudzić ciekawość zachęcam do samodzielnego poznania tego fascynującego zawodu. Wszak trzeba się rozwijać. A teraz na poważnie:

Ukraina uzyskała niepodległość dopiero w 1991 roku, bardzo widoczne jest tam piętno pozostawione przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Sam kraj, oprócz panującego tam ubóstwa (ponad 30% społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa) jest przeżarty korupcją i pozostałościami poprzedniej epoki. Łapówki są na porządku dziennym, a zasada „Masz mundur = masz władzę” jest widoczna nawet na ulicach. Potrzeba wielu zmian i co najmniej dwóch pokoleń aby wyplenić stare nawyki pozostałe z poprzedniego okresu. Pytanie tylko czy Ukraina tego chce?

Najbliższe wybory będą decydujące dla losów tego państwa: jeśli wygra partia prozachodnia Ukraina jest na dobrej drodze, by wybrnąć przy pomocy państw zachodniej i centralnej Europy (w tym Polski) z trudnego położenia w jakim znajduje się obecnie. Jeżeli jednak zwycięży partia prorosyjska państwo to może stać się kopią Białorusi. Jaką rolę odegra w tym wszystkim Polska? Czy nasze narody zbliżą się do siebie czy oddalą? Przekonamy się w przeciągu kilku najbliższych lat.

Pozostało nam do rozdysponowania jeszcze dziewięć kroków. To zdecydowanie za mało żeby pokazać ogrom i wagę piętna jakim została naznaczona Ukraina przez historię.

Michał Wnuk.

Kategorie: on Kwiecień 8, 2009 at 10:42 pm  Komentarze (1)  
Tags: , , , , , , ,

Dwa bieguny: Franz Ferdinand, Czesław Mozil

Tekst napisany został już jakiś czas temu jednak umieszczony jest na życzenie pewnej osoby. Na końcu znajdzie się więc krótka refleksja wywołana czasem.Zaczynajmy:

19.11.2008r. Franz Ferdinand gra koncert w Warszawskim klubie Stodoła.

04.12.2009r. Trio Czesław Śpiewa gra koncert w Warszawskim klubie Mechanik.

Co różni te dwa zdania? Na pierwszy rzut oka widocznymi różnicami które znajdzie każde dziecko umiejące czytać (z pisaniem poprawną polszczyzną, dzięki komputeryzacji nawet u tych starszych jest coraz gorzej) są: data, wykonawca i miejsce koncertu. Ale czy są to jedyne różnice?

Porównywać obu tych zespołów razem nie można. Jest to zupełnie inny rodzaj muzyki, inni odbiorcy i przede wszystkim inny przekaz i odbiór koncertu. Oba zespoły są na fali po wydanych płytach (w obu przypadkach udanych, lecz moim zdaniem wykonawcy ci koncertowo wypadają lepiej niż na płytach) i ich popularność jeśli nie osiągnęła szczytu to zrobi to niedługo. Ale zacznijmy od początku:

Wybierając się na listopadowy koncert byłem lekko sceptycznie nastawiony co do ludzi, z którymi przyjdzie mi się wspólnie bawić. Wydawało mi się, że odbiorcami muzyki Franz Ferdinanda- bowiem jeśli trzebaby zaszufladkować ten zespół to trafiłby to tego pudełka- będą w większości rozpiszczane, rozdygotane (i to nie z powodu brzydkiej pogody,jaką ugościliśmy panów z Glasgow)  gimnazjalistki. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się że lwią część publiczności stanowią… studenci i osoby w wieku który pozwalał im zaprzyjaźnić się w młodości ze szczepionkami zafundowanymi przez Czarnobyl.

Jako support przed głównym wykonawcą zagrał zespół Kissogram, przyjęty został całkiem dobrze, jednak widać było, że to nie oni byli gwiazdami wieczoru. Nie będę rozpisywał się o samym koncercie, gdyż nie jest to głównym celem tego tekstu. Niech jedyną oceną wydaną przezemnie będzie zdarte gardło (od „darcia się” jak to określiła jedna z osób), zakwasy na nogach (od skakania) i ciuchy nienadające się do ponownego założenia bez uprzedniego uprania ich (to akurat zawdzięczam dzikiemu tłumowi jak i samemu sobie). In minus można zaliczyć jedynie to, że koncert był trochę krótki oraz to, że panowie na scenie powiesili Polską flagę…do góry nogami. Tłum żądny widowiska nie zwrócił zbytniej uwagi na ten fakt, obeszło się od większego oburzenia, płonących pochodni i stosów. I pisząc tłum mam na myśli naprawdę wielki tłum. Nie potrafię określić ile osób zgromadził ten koncert, lecz liczba widzów w stosunku do wieklości pomieszczenia była nawet imponująca.

Zupełnie inne nastawienie miałem jadąc na koncert Trio Czesław Śpiewa. Oprócz znanego wszem i wobec Czesława Mozila (znanego też jako Czesłąw Śpiewa) na scenie wystąpili z nim Karen i Martin, muzycy z Danii towarzyszący Czesławowi w jego muzycznej podróży. W przeciwieństwie do koncertu w Stodole klub Mechanik oferował nam czterodniową sesję koncertów Trio. Warto wspomnieć że Mechanik jest klubem kameralnym, więc na koncert każdego dnia planowo miało wejść tylko koło 100 osób dziennie (myślę,że tego dnia którego zjawiłem się na koncercie weszło jeszcze ponad 50 osób ekstra).

Po zajęciu siedzącego miejsca rozejrzałem się wokół i znowu nastapiła konsternacja na temat wieku widowni. Otóż w niedalekim sąsiedztwie siedziała para… około sześćdziesięcio-siedemdziesięciolatków którzy, jak się w trakcie okazało byli zachwyceni niemniej niż reszta publiczności. Również ten koncert wypadł wybitnie. Czesław Mozil- główny aktor czwartkowego widowiska nie tylko grał i śpiewał ale również uprawiał swoistą konferansjerkę do której przyzwyczaił już publikę na poprzednich koncertach.

Nie data, nie czas i nie miejsce było we wstępie kluczowymi słowami. Były nimi słowa „gra koncert”. Szybki i energiczny Franz Ferdinand i spokojny, nawet wręcz lekko melancholijny Czesław. Taneczne, gitarowe brzmienia przeciwko akodreonowi, harmonijce ustnej, pianinie (fortepianowi?) i jeszcze kilku instrumentom „obsługiwanym” przez Karen.

Różnica polegała również na relacji grających z widownią. Podczas gdy cała widownia skakała i wyśpiewywała słowa piosenek zespołu z Glasgow na koncercie Trio ludzie siedzieli w milczeniu, niekiedy podśpiewując piosenki pod nosem. Energia kontra spokój. Jedno słowo – koncert, dwa znaczenia. Gdy muzykom zespołu Franz Ferdinand zależało na tym by ludzie pokazali swoje emocje bez względu na ich przekaz, Czesławowi przeszkadzało klaskanie widowni, podczas piosenek. Na obu koncertach bawiłem się świetnie i oba zapamiętam jako wspaniałe przeżycia.

Michał Wnuk.

„Refleksja wywołana czasem”: Nadal twierdzę, że oba te koncerty były czymś niesamowitym. O tym czy były to wyjątki, czy reguła danych wykonawców nie przyjdzie mi czekać długo: 14 Marca 2009 roku w Stodole zagra tym razem Trio Czesław Śpiewa, natomiast 5 czerwca w Krakowie pojawi się poraz trzeci w Polsce Franz Ferdinand. Nie pozostaje nic tylko kupić bilety i czekać na wspaniałe widowiska, które z pełną odpowiedzialnością polecam.

Kategorie: on Luty 22, 2009 at 12:29 am  Komentarze (5)  
Tags: , , , , , , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.